Dlaczego mówię stanowcze NIE dla kuli jako akwarium.

„Tato! Tato! Kupmy złotą rybkę!”

Ten lub podobne zwroty przy okazji różnych zakupów, wielu sprzedawców w sklepach zoologicznych, słyszało równie często, co jeszcze niedawno, my wszyscy w reklamach „Tato! Kuuuupaaa!”.

Oczywiście kochający rodzic, bez większego oporu, jak i często bez podstawowej wiedzy akwarystycznej kupuje „złotą rybkę” i kulę. Sprzedawca niestety w wielu przypadkach tylko uśmiecha się pod nosem, mając na myśli kilka złociszy zysku lub też, daj Boże, premię od ilości sprzedaży. Jest to niestety smutny fakt, gdyż sytuacje takie mają często miejsce w sieciówkach oraz małych sklepikach, gdzie dla właściciela takiego sklepiku przecież liczy się każdy grosz.

Na szczęście coraz częściej spotykam się z oburzeniem ze strony sprzedających, gdy podnoszę powyższy temat, bo przecież nie wszyscy są tacy sami. Zgadza się. Nie wszyscy. Zdarzają się wśród sprzedających prawdziwi pasjonaci, którzy jeżą się na samą myśl o kuli i potrafią odmówić sprzedaży takowej, o ile w ogóle taka jest na stanie. Ba! Nawet potrafią uświadamiać na wszelakie sposoby, czy to w formie ustnej, czy pisemnej, nieświadomych, a czasem nawet głupich klientów. Tak, głupich, gdyż ciężko zarzucić mądrość i wyższą formę inteligencji osobie, która pomimo wyłuszczonych czarno na białym argumentów, nie przyjmuje do wiadomości, że odpowiednie warunki dla danego gatunku ryby to wg różnych źródeł, zalecane minimum 60l i więcej dla pojedynczej sztuki. Kula więc, dla ryby, która potrafi osiągnąć do 20-25 cm lub więcej (niektóre odmiany nawet 35-40cm), nawet dziesięciolitrowa, jednak nie bardzo… On jednak wie lepiej, a byle sprzedawca przecież nie będzie go naciągać na koszta. Wina więc, za taki, a nie inny stan rzeczy często leży po jednej lub też obu stronach. W wyjątkowych sytuacjach, zdarza się, że obie strony są na tyle ogarnięte, że jednak dochodzą do właściwych wniosków, a kula zostaje zakupiona tylko i wyłącznie po to, aby z niej wróżyć, ewentualnie stworzyć w niej piękną kompozycję dekoracyjną.

Dlaczego więc kula dla ryb jest wcieleniem zła wszelkiego nie tylko dla złotej rybki?

Podstawowym powodem jest anatomia ryby i to jak odczuwa oraz odbiera wszelkie bodźce zewnętrzne. Jak dobrze pamiętam, temat linii bocznej u ryb był poruszany na biologii jeszcze w szkole podstawowej. Wiem, nie każdy z nas to pamięta, więc przypomnę w czym rzecz.

Linia boczna (z definicji biegnąca wzdłuż ciała ryby) jest narządem, który m.in. pozwala rybie orientować się w przestrzeni przekazując bezpośrednio do mózgu informacje o wszelkich ruchach wody, a więc i o przeszkodach oraz obiektach znajdujących się w jej bezpośrednim otoczeniu, pomagając poniekąd w precyzyjnym mapowaniu otoczenia niczym sonar. Dzięki niej ryba jest w stanie zdobyć również informacje o zmianach chemicznych, zmianach temperatury, prądu wody itd. W kuli wibracje wysyłane przez linię boczną są bardzo zakłócone, gdyż po wysłaniu na linii ryba – otoczenie, odbijają się od krzywizn kuli i wracają do niej jako zniekształcone echo, powodując niejednokrotnie dezorientacje i permanentny stres powodowany reakcją na ciągłe bodźce z otoczenia, których w „normalnym” akwarium czy też w naturze, po prostu nie ma. Taka sytuacja często prowadzi do chorób, jak np. uszkodzenie błędnika, a nawet do przedwczesnej śmierci rybki.

Kolejnym aspektem kuli jest zniekształcony obraz. To tak, jakbyś patrzył na świat przez ściany słoika. Zapraszam do eksperymentu. Weź słoik i spróbuj nosić go na wysokości wzroku przez większość dnia. Nie sądzę, żeby ktokolwiek już po dłuższej czy krótszej chwili odczuwał komfort. Podobnie czuje się i widzi ryba.

O innych aspektach, jak niepraktyczność, bo przecież ciężko w kuli umieścić jakikolwiek sprzęt typu filtracja itd. bez wpływu na ograniczenie miejsca, funkcjonalność i estetykę, nawet nie ma co mówić. Tak samo i o czyszczeniu szyb. Praktyczność i ergonomia w takim czymś po prostu nie istnieje. O jakimkolwiek „dojrzewaniu” zbiornika tym bardziej nie ma co mówić na przykład ze względu na konieczność olbrzymich procentowo podmian wody. Praktycznie nie daje to też możliwości utrzymania stałych parametrów wody.

Zastanawiając się więc nad zakupem kuli pomyśl o powyższym, a widząc kogoś, kto usiłuje zakupić taki „zbiornik”, podejdź, zagadaj, oświeć. Przy odrobinie szczęścia, trafisz na podatny grunt i być może dzięki Tobie kolejna rybka będzie miała lepsze warunki, a i właściciel więcej radości z jej obserwacji w bardziej optymalnych warunkach.

Krzysztof Kris Leśniowski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: